Żeby sobie zarobić nawet na "taką sobie niszową sławę" jak Buckley czy Drake, trzeba by tragicznie umrzeć, a najlepiej przedtem wydać parę wybitnych płyt. Barrett nie spełnia żadnego z tych przypadków. Gdyby nie pojawienie się Gilmoura i takie płyty jak WYWH, nie byłoby żadnej legendy Barretta. Zresztą IMO legenda Barretta służy IMO głównie do dissowania późniejszych Floydów przez takich jak Ty.
Oczywiście zakładamy, że Barrett tak jak w realu popadłby w autodestrukcję.
Oczywiście zakładamy, że Barrett tak jak w realu popadłby w autodestrukcję.